środa, 21 listopada 2012

ZigBag - podejście drugie

Pamiętacie jeszcze ZigBag'a? Od momentu upublicznienia go uszyłam kilka takich egzemplarzy i stwierdziłam, że to chyba najwyższy moment aby trochę go zmodyfikować. Elipsowate dno było (i jest) ok, ale chiałam nadać tej torbie bardziej "workowaty" charakter. Po krótkim namyśle postanowiłam zastąpić elipsę kołem i oto co powstało.....  


Mnie taka wersja bardzo przypadła do gustu i ląduje na mojej świątecznej wishlist. Oczywiście nadal nie uszyłam sobie dużej torby i Władysław ostatnio zażartował, że sprawi mi pod choinkę jedną z toreb, które szyję. Biorąc pod uwagę mój permanentny brak czasu i zdecydowania, to nie jest taki zły pomysł aby ktoś wybrał dla mnie torbę. 

Wasza niezdecydowana 
A. 

sobota, 17 listopada 2012

Pan Panda

Wczoraj do rodziny przytulaków dołączył kolejny członek. Okrąglutki, rumiany, z niepochamowanym apetytem na bambusy. Pan Panda. Oblak mierzy sobie około 20 cm wysokości (w pasie go nie mierzyłam ale na oko widać, że mamy do czynienia z nieumiarkowaniem w jedzeniu i piciu). Pan Panda miał być pojedynczym egzemplarzem szytym na zamówienie, ale widząc reakcję Jaśka na tego delikwenta, już wiem, że będę musiała uszyć dla niego brata bliźniaka. 



Miś jest mięciutki i przyjemny, w całości uszyty z bawełny i wypełniony hipoalergicznym wkładem silikonowym. Twarz, uszka i łapki wymalowałam specjalną farbą do tkanin, dzięki czemu pandę można prać bez obawy, że zmyjemy jej makijaż. 



Pozdrawiam 
Ania

poniedziałek, 12 listopada 2012

back to black


Dzisiaj wpis w tonacji noir, bo tak się złożyło, że wszystko co uszyłam w ciągu ostatich kilku dni jest czarne. Cytując za wikipedią: "czerń można nazwać "niezrozumianym kolorem",  gdyż niemal w każdej kulturze ma inne, często odległe znaczenie. W Chinach to kolor małych chłopców i szczęścia, w kulturze starożytnego Egiptu oraz Indian - kolor życia, kojarzy się go z życiodajnym mułem Nilu, ziemią i jej rolą dla człowieka, zaś w kulturze amerykańskiej i europejskiej ma niezliczoną ilość znaczeń, na czele ze śmiercią. Do dnia dzisiejszego w kręgu kultury europejskiej kojarzony z religijnością, żałobą i śmiercią, czarny zyskał wielką symbolikę w XX wieku. Stał się kolorem elegancji, luksusu, wyrafinowania i szykowności - na uroczystym balu nie obędzie się bez czarnych marynarek i małych czarnych. Jest kolorem nowoczesności i tradycji zarazem, zaś obydwie te cechy spina w całość kojarzenie czerni z dobrym smakiem". (źródło) 
Zastanawiam się o co chodzi z tymi małymi chińskimi chłopcami, może ktoś ma jakiś pomysł? 

Czerń jest piękna. Pociągająca i niepokojąca jednocześnie. 


U mnie czerń pojawiła się ostanio na trzech torebkach. Wszystkie kroje są już Wam dobrze znane ale myślę, że warto pokazać je jeszcze raz w kolorze black. Uszyłam dwie torebki VintageCutie w wersji mini i regular, oraz sakwę (od dziś ta torba ma nową nazwę-  HolmesBag) gdzie czarna alcantara spotkała się z brązową skórą i spotanie to uważm za niezwykle udane. Pisałam już o tym kilkakrotnie ale ten krój (HolmesBag) jest, jak do tej pory moim ulubionym. Świetnie się sprawdza w codziennym noszeniu i zadziwiająco dużo jest w stanie pomieścić (wymiary torby to ok 28x28 cm). Wewnątrz wyposażyłam czarnego Holmes'a w kieszeń na zamak oraz dodatkowe dwie kieszenie, na zewnąrz z tyłu dołożyłam dodatkową zasuwaną kieszeń. 


HolmesBag

a tutaj na zdjęciu grupowym z VintageCutie...  



Kończąc chciałam polecić soundtrack do tego wpisu. Piosenka Black Dog (a jakże) towarzyszyła mi przy szyciu Holmes'a. 




Thank you and good black
A.



wtorek, 6 listopada 2012

Hand made

Wpadłam dziś dosłownie na chwilę. Tak dużo się u nas ostatnio działo, że chyba zaniedbałam trochę mojego bloga. Ledwie rozpoczął się listopad i znicze na cmentarzach nie zdążyły się jeszcze wypalić, a dla mnie już zaczyna się okres świąteczny. I bardzo dobrze. Cieszę się niezmiernie i obiecuję (publicznie!), że wszystko uszyję w ustalonym terminie (to jest deklaracja). 
Dzisiaj chciałam się z Wami podzielić torebką?, portfelem?, kosmetyczką? Sama nie wiem czym, bo to maleństwo ma tylko 13 cm szerokości i tyleż wysokości. Forma najprostrza z możliwych. Do uszycia tej "ociupiny" otrzymałam śliczną ręcznie zrobioną serwetkę, której rozmiary naprawdę nie pozwalały na bardziej esktrawaganckie kształty, poza tym taką ręczną robótkę najlepiej było ubrać w coś prostego. Właścicielka tego maleństwa postanowiła dorobić jeszcze na szydełku paseczek i używać jako torebki wieczorowej. 
Nigdy nie miałam cierpliwości do tego typu ręcznych robót i chylę czoła przed wszystkimi, którzy tak potrafią. 


Pozdrawiam
Ania

sobota, 20 października 2012

W tajnej służbie jej królewskiej mości

Jakiś czas temu (aż wstyd przyznać jaki), zostałam poproszona o uszycie pacynki, która miała być pomocą dydaktyczną do zajęć z języka angielskiego. Kukła miała w dowolny sposób kojarzyć się z Wielką Brytanią. Początkowo pomyślałam o Sidzie Vicious'ie ale dzieciaki chyba by tego nie zrozumiały. Wydawałoby się, że taka pacynka to rzecz prosta jak skarpeta, och jakaż ja byłam naiwna w tym myśleniu.... Okazało się, że wykombinowanie odpowiedniego kroju nie jest łatwe, bo jak ustalić optymalną szerokość i głębokość, jak wymierzyć gdzie powinien znaleźć się kciuk, a gdzie reszta palców. Po wielu nieudanych próbach powstał Jeff. Przyznam, że Jeff nie jest produktem doskonałym, gdyż jednak nie udało się skonstruować odpowiedniego kroju. Kolejny raz okazało się, że rzeczy z pozoru proste, w rzeczywistości potrafią być bardzo skomplikowane. 




Daniel Craig to to nie jest ale może jako native speaker przysłuży się angielskiej koronie.






Thank you and bye bye
A.

piątek, 19 października 2012

a w Beskidach jesień stoi za progiem

Stoi, stoi i to jak! Przyznam, że tak pięknej jesieni nie pamiętam. Bardzo lubię tę porę roku, lubię takę pogodę, lubię chodzić w swetrach, lubię szeleszczące liście pod butami, lubię zapach ognisk, lubię to ostre jesienne światło, lubię, lubię lubię... Niestety mój organizm potrzebuje trochę czasu aby przestawić się na ten jesienny czas, dlatego ostatnio na blogu było tak pusto. Niby cały czas coś szyję, a nie powstaje nic nowego czym mogłabym się Wam pochwalić. Przyznam, że długie  i chłodne wieczory chętniej spędziłabym pod kocem z kubkiem gorącej herbaty niż przy maszynie i czasami ulegam takiemu bogiemu lenistwu. 
Dzisiaj chciałam się w Wami podzielić jesiennymi klimatami. Po pierwsze torba. Kolejny BigBag ale tym razem połączyłam skórę naturalną z alcantarą. Trochę żałuję, że dodatkowo nie usztywniłam tej jasnej części, bo skóra jest dla niej zbyt ciężka i ściaga ją w dół. Kolory przyjemnie jesienne. 


I jeszcze takie zestawienie aby wprowadzić Was w jej klimat... 



Wychowałam się w malowniczej wiosce położonej w Beskidzie Sądeckim, gdziekolwiek nie spojrzę widzę góry, które szczególnie o tej porze roku rozpieszczają swoimi kolorami. W swoim trzydziestoletnim życiu kilkakrotnie zmianiałam miejsca zamieszkania, najpierw podczas studiów w Krakowie, nastepnie był Bristol i bajkowy Edynburg. Wróciłam jednak w Beskidy, tutaj teraz jest mój dom. Nie wiem czy zostanę tu na zawsze, ale teraz jest mi dobrze i czuję się bezpieczna. Przyzwyczaiłam się już do złośliwego wiatru ryterskiego, do warkotu samochodów za oknem i do dzikich odgłosów bliżej niezidentyfikowanych zwierząt, które co noc odprawiają swe harce w sadzie u sąsiada. O tej porze roku w Beskidach jest pieknie! Zobaczcie sami.... 

w moim ogrodzie



Pozdrawiam Was jesiennie
Ania 


Ps. Tak dużo w tym wpisie ochów i achów i taki jakiś jest sentymentalno- melancholijny, że aż trudno mi uwierzyć jak bardzo będę kląć na tą krainę zimą :) 

niedziela, 7 października 2012

Gitarrrrra

Z potrzeby zrobienia czegoś zupełnie nowego i z wielkiej chęci obdarowania kogoś wyjątkowego czymś wyjątkowym, uszyłam gitarę! Nie musiałam się długo zastanawiać jakim prezentem obdarować rezolutnego pięciolatka, ponieważ dźwięk gitary towarzyszy mu już od urodzenia. Tata Michałka pięknie gra i śpiewa, a mały solenizant zdaje się odziedziczył po nim muzyczne talenta :) 




Postanowiłam spersonalizować gitarę poprzez wykonanie i naszycie "naklejek". Naklejki namalowałam na delikatnej bawełnie przy pomocy specjalnych pisaków do tkanin. Charakter jaki im nadałam ma się kojarzyć z latami osiemdziesiątymi i fajnymi gitarami fajnych chłopaków z fajnymi naklejkami fajnych zespołów. Fajnie? 




Tutaj obok zakurzonej gitary Wlada dla pokazania skali. 




Nie wiem jak Wy spędziliście ten piękny weekend ale my bawiliśmy się fantasycznie. Jesień rozpieszcza nas w tym roku, oby tak dalej.



Pozdrawiam gitarowo
Cis Dis Fis Gis

Ps. Zapomniałam dodać, że myszy się wyniosły i ani jedna kropla krwi nie została przelana. Chyba poczuły się niechciane :)