sobota, 3 stycznia 2015

Wild Thing, I think I love you!

Dzisiaj będzie o miłości, dzikości i romantyzmie właściwym dla pierwszych zauroczeń, będzie o tym wszystkim z lekkim przymrużeniem oka. 
Pamiętacie Misię Belę, którą prezentowałam tutaj jakiś czas temu? Nie mogłam oprzeć się pokusie i uszyłam dwa kolejne zwierzęta, Pannę Lulu i Lisa Foksisława. Różni ich chyba wszystko... charakter, pochodzenie, sposób patrzenia na świat, a jednak zaiskrzyło... Lulu jest panienką z dobrego domu, usta w ciup, centki z solarium i kiecki od Versace. Foksisław natomiast jest istotą prosto z lasu, liść na głowie, twarda szkoła życia i wieczny głód przygód, typ raczej introwertyczny, ale dziewczyny lubią takich twardzieli. Któż mógł przypuszczać, że tych dwoje tak bardzo przypadnie sobie do gustu, że dla nich trawa będzie zawsze zielona, a niebo tylko niebieskie. 





Moje wewnętrzne dziecko zrywa się ze smyczy kiedy mam uszyć taką zwierzynę, frajda z ich wymyślania jest ogromna. Krojenie tych uszek, łapek i w końcu ubrań, to jest chyba coś co lubię najbardziej. Dziczyzna jest też zaskakująco duża, bo na przykład taka Panna Lulu mierzy sobie ponad czterdzieści centymetrów. Czy wspominałam, że z natury drapieżny Foksisław jest wegetarianinem i piewcą zdrowego odżywiania (Lulu uwielbia przygotowywane przez niego koktajle owocowe). Foksisław jest znanym aktywistą i chętnie udziela swego prężnego ciała do kampani na rzecz promowania zdrowych nawyków żywieniowych. Poniżej możecie zobaczyć jedną z nich (przy okazji możecie przekonać się jaki wysokim jest osobnikiem). 


Love story Lulu i Foksisława niestety nie trwało długo. Lulu wyjechała ze złamanym sercem do Bawarii, Foksisław zaszył się w lesie i pije sfermentowany syrop klonowy, podobno widziano go ostatnio gdzieś w okolicach Ustrzyk, ktoś inny słyszał że planuje samotną podróż na Alaskę. 

Przedstawiona powyżej historia jest oczywiście owocem mojej wybujałej wyobraźni i nie należy traktować jej poważnie (czyt. jestem zdrowa i z moją głową też wszystko w porządku). Przytulaki uszyte są z miękkiej bawełny, wypełnione wkładem silikonowym, który nie powoduje alergii, poza tym wszystkie elementy twarzy jaki i strojów nie stanowią żadnego zagrożenia nawet dla dzieci poniżej trzeciego roku życia. Na koniec Panna Lulu i Lis Foksisław w pełnej krasie. 



Ps. Dwa dni temu stuknęły mojej Szyjni trzy lata! Dziękuję Wam, że tak licznie tutaj zaglądacie, dziękuję za Wasze miłe komentarze pod wpisami i na fejsie, za Wasze maile... to wszystko bardzo wiele dla mnie znaczy. Życzę Wam i sobie aby ten rok był lepszy od poprzedniego i mam nadzieję, że czymś uda mi się Was jeszcze zaskoczyć. 

Ania

środa, 17 grudnia 2014

Torba dla baletnicy

Lubię wyzwania i nietypowe zlecenia. Zawsze towarzyszy temu dreszczyk emocji i wahania, a jak już się uda, to pojawia się taka satysfakcja którą ciężko jest do czegokolwiek porównać. Udany projekt daje mi super kopa na kilka dni. Nie inaczej było (chwilo trwaj!) w przypadku oryginalnego zlecenia kilkuletniej Zofii. Dziewuszka zażyczyła sobie torbę, w której będzie mogła nosić ekwipunek niezbędny każdej adeptce baletu. Nie mogłam sobie odmówić takiej przyjemności. Zofia miała bardzo sprecyzowane wymagania dotyczące kroju torby, jej wymiarów i oczywiście koloru, nie miał to być banalny róż, czerwień czy pomarańcz, ta torba moi drodzy miała być w kolorach Twilight Sparkle (sic!). Zapewne gros z Was nie ma pojęcia o co chodzi, nie martwcie się mateczka szyjnia spieszy z tłumaczeniem. Twilight Sparkle jest postacią z popularnej kreskówki dla dziewczynek, ot taki normalny kucyk z jednym rogiem posiadający moce magiczne i przeżywający niebywałe przygody wespół z innymi kolorowymi kucykami. Kreskówka mieni się wszystkimi możliwymi odcieniami różu, połyskuje gwiezdnym pyłem i wyraża emocje coraz większymi oczami bohaterów. Jakby ktoś nie wiedział My Little Pony to hit na miarę gum turbo, wafelków kukuruku i gumisiów, a gdyby ktoś się zastanawiał jak wygląda torba do baletu w kolorze Twilight Sparkle, to proszę bardzo: 


Krój typowy dla sportowych toreb okazał się być nie lada zagwostką. Największą frajdą było jednak łączenie ze sobą wszystkich tasiemek i elementów odblaskowych, których na tej torbie jest tak dużo, że Zosia z pewnością zostanie wszędzie zauważona, ta torba to prawdziwy neon!


Jedynym życzeniem, którego nie spełniłam było umieszczenie aplikacji z podobizną Twilight na torbie. Nie wiem czy zostanie mi to wybaczone, ale jako stary praktyk i jedna z trzech sióstr, wiem że kilkuletnim dziewczynkom szybko nudzą się nowe zabawki i zostają przekazywane młodszemu rodzeństwu. Zosia ma dwie młodsze siostry, którym ta torba może równie dobrze służyć ale już niekoniecznie z wizerunkiem kucyka, który pewnie wkrótce zostanie zastąpiony nowym idolem. Jestem spokojna o kolor, dziewczynki zawsze będą kochać fiolet. 
Zamiast kucyka wymyśliłam brelok idealnie określający przeznaczenie tej torby. 


Wiem, że mimo opisu, wielu z Was wciąż nie wie o co chodzi z tym jednorogim kucykiem, a więc na koniec dwie bohaterki dzisiejszego wpisu: 



Rozsypując gwiezdny pył żegnam się dzisiaj z Wami
A.

środa, 10 grudnia 2014

Ptasie radio

A mnie jest szkoda lata, brakuje mi nie tylko pogody ale także ptasich treli za oknem, porannych kłótni między wróblami i rozmów skowronków. Niestety nie mogę powtórzyć za Młynarskim, że lubię wrony bo w moim odczuciu są to sępy, a co się tyczy gołębi, toż to nic innego jak uskrzydlone szczury. Ocieplający się klimat wciąż nie jest wystarczająco atrakcyjny dla ciepłolubnego ptactwa, dlatego postanowiłam że Święta w naszym domu będą w tym roku ptasie! Poczyniłam już pewne kroki szyjąc pierwsze ozdoby, które co prawda jutro wyruszą za ocean, ale postaram uszyć ich więcej także dla siebie. Ptaki, które wymyśliłam nie zostały wymienione w żadnej ornitologicznej publikacji, są jarmarczno kolorowe ale zbliżające się Święta dopuszczają taką jarmarczność, poza tym jako dar narodu polskiego dla narodu amerykańskiego świetnie się sprawdzą. Cepelio, czekam na ofertę współpracy! 




Wymarzyłam sobie dla nich sesję w śniegu, ale śniegu u nas jak na lekarstwo i tylko w górach, a tu czasu nie ma na spacery bo Jasiulec chory. Udało mi się wyrwać z domu na dwie minuty, rzuciłam więc ptactwo na łysą gruszę i wiecznie zielony cis. 



Jak tak patrzę na okoliczności przyrody na tych zdjęciach, to sama chętnie zapakowałabym się do koperty i wysłała w świat, a drób zapaczkowałam tak: 


Tych ptaszyn już pewnie nigdy nie zobaczę ale w naszym mieszkaniu uwiły sobie gniazda na przykład tacy jegomoście: 

(tutaj możecie przeczytać więcej na temat tej tkaniny: KLIK)

Tkaninę na poduszkę "Birdland" projektu Ann- Cathrine Sigrid, mam dzięki uprzejmości podziwianej przez mnie Asi (SentiMenti's World ).

Żegnam się dzisiaj tuwimowsko: ćwir ćwir świr świr
A.

sobota, 29 listopada 2014

trumf trumf Misia Bela...

Czasami myślę sobie, że fajnie byłoby mieć córkę, zaplatać jej warkocze i stroić w sukienki. Mam trzyletniego Jaśka, który grubą kreską dzieli wszystko na "dziewczyńskie" i "chłopakowe", ostatnio doszło między nami do ostrej wymiany zdań kiedy próbowałam wytłumaczyć młodemu, że Metallica nie jest wyłącznie zespołem dla chłopaków, skończyło się płaczem nieprzekonanego. Na szczęście mam też dwuletnią siostrzenicę, złotowłosą Aduśkę, którą od czasu do czasu lubię porozpieszczać "dziewczyńskimi" prezentami, urodziny były ku temu znakomitą okazją. Postanowiłam po raz pierwszy w moim życiu uszyć coś do ubrania, wybór padł na sukienkę. Za cholerę nie wiedziałam jak się do tego zabrać, gotowe wykroje to dla mnie czarna magia (to tak jakby zacząć pracę nie od początku, tylko od środka). Na podstawie rozprutego Jaśkowego podkoszulka powstał partyzancki wykrój, a z niego o dziwo całkiem zgrabna sukienka. Rękawy wszyte są równo i dekolt też nieczego sobie. Sukienka uszyta jest z bawełny (takiej jak na t-shirty), początkowo miała to być surowa dresowa kiecka bez podwijania, bez podszewek i innych udziwnień, jednak po raz kolejny moja masochistyczna natura wygrała i sukienka jest podwinięta, z podszewką w górnej części, z zapięciem, pliską i wstążkami. Wyszło to tak: 


Spieszę wyjaśnić, że ta duża sukienka jest dla Aduśki, a ta mała dla Misi Beli. Kim zatem jest owa Misia? Misia Bela jest miękkim przytulakiem, lalą która powstała jako dodatek do sukienki. 


Misia ma około 45 cm wysokości, można ją przytulać, rzucać o ścianę i spać na niej, można zmieniać jej ubrania lub pozawalać chodzić nago. 


To jeszcze nie koniec prezentów, bo przecież nie mogło zabraknąć torebki :) 


Tym dziewczyńskim akcentem żegnam się dzisiaj z Wami :) 
A.

poniedziałek, 27 października 2014

bojkot szarości

Sezon chorób przenoszonych drogą kropelkową uważam oficjalnie za otwarty. Po dwóch tygodniach spędzonych w domu z kaszlącym i kichającym na wszystko Jaśkiem, przyszła kolej na mnie i myślę że tembr mojego kaszlu śmiało można porównać z growlingowymi wokalizami deathmetalowców. Rogaty jednak mnie nie tknie, bo leczę się syropem czosnkowym i  chuchem zabijam wszystko co się do mnie zbliży.
Słońce za oknem to zdrajca, który kusi pustą obietnicą ciepła, ale już po pierwszym wdechu wiesz, że zbliża się ta pani na literkę "Z" i jedyne co możesz zrobić, to przeprosić się z czapkami, rękawiczkami i szalami, przywdziać na siebie coś na kształt kołdry z otworami na ręce, a na nogi założyć ciepłe opończe i ciężkie ciżmy. Od tej pory nos Twój będzie czerwonym, okular zaparowanym, a kieszenie piętrzyć się będą od chusteczek higienicznych. Niektórym to odpowiada, nie mnie. 
Jakiś czas temu pokazywałam tutaj nową torbę- trochę rozważną, trochę romantyczną, jej krój na tyle mi się spodobał, że postanowiłam uszyć podobną dla siebie. Wszystkie modowe magazyny ogłaszają szary kolorem nadchodzącej zimy (też mi odkrycie, od lat nie widziałam zimy w innych barwach), a ja postanowiłam wypiąć się na tę szarość i chyba trochę przegiełam, bo wyszedł mi z tego taki oto torbiszon... 


Jak widać, zestawienie pod każdym względem nieoczywiste, niespokojne i na granicy dobrego smaku ale co zrobić, mnie się podoba. Dla lubiących bardziej przewidywalne układy, uszyłam jeszcze taką wersję (moja matula już ją sobie przywłaszczyła). 


Spieszę dodać, że te efekciarskie refleksy są niczym innym jak tylko odbiciem z mojej czapki (nie, nie zakładam na głowę lustrzanej kuli rodem z wiejskiej potańcówki, proszę nie zapominać że kaszlę growlingiem). 

Zapraszam do polubienia Szyjni na facebooku (kilk), znajdziecie tam szczegółowe zdjęcia wszystkich uszytych przeze mnie rzeczy, w tym także tych prezentowanych tu dzisiaj.

Wbrew temu, że kicham teraz na wszystko, to żegnam się z Wami niezmiennie słonecznie :) 
Ania

czwartek, 23 października 2014

Cały ten kram

Były już pasiaste pojemniki na zabawki (klik), było pudło na kable (klik), teraz przyszła pora na uporządkowanie szuflad, a raczej przeniesienie ich zawartości na regał. Pojemniki, wiadomo, rzecz potrzebna i służąca do uporządkowania całego tego kramu, którym obrastamy, który jest nam "niezbędny", a najczęściej jednak nie chcemy się przyznać, że jest kompletnie bezużyteczny tylko jakoś szkoda się go pozbyć. Przykład? Pokój Jaśka, a w nim stos samochodzików, fura maskotek, masa figurek, piłek, piłeczek, kart, gier, kredek wszelakich, etc. Czy pierworodny bawi się wyżej wymienionymi? Nie! Dlaczego więc matka pierworodnego trzyma te wszystkie rzeczy? Bo mogą się jeszcze przydać. No właśnie, tu jest pies pogrzebany, bo wszystkie te "przydasie" przez lata przestawiane są z kąta w kąt, od piwnicy aż po strych i może jeden przedmiot na sto kiedyś faktycznie wraca do obiegu. Istnieje spora grupa osób twierdząca, że człowiek powinien mieć dokładnie tyle rzeczy aby móc je spakować do jednej walizki i ja przez pewien czas mogłam zaliczyć się do tego wąskiego grona (nie licząc książek naprawdę mogłam wszystko zmieścić w walizce) i było mi z tym dobrze. Razem z pojawieniem się dziecka cały ten minimalizm schował się do kąta (może kiedyś po niego wrócę) i od tego czasu staram się, w sposób możliwie zorganizowany, ogarniać całą przestrzeń dookoła. Pomagają mi w tym pojemniki maści wszelakiej i właśnie kilka dni temu uszyłam pięć kolejnych sztuk. Uszyte z grubej bawełnianej tkaniny potrafią pomieścić naprawdę sporo.


Pogoda za oknem iście barowa, a więc i zdjęcia pozostawiają sobie wiele do życzenia. Wycisnęłam z nich co tylko się dało, a że trochę uzbierało się ostatnio tematów, to nie chciałam czekać na lepsze światło (czyt. do kwietnia). 


Stół władysławowy (klik) po raz kolejny sprawdził się jako tło


Tutaj pojemniki w swoim docelowym środowisku. Moje następne przedsięwzięcie to uszyć pojemnik na pojemniki :)


Ania

Ps. Drewniane domki widoczne na zdjęciu powyżej, to także dzieło Wlada, od siebie dodałam bazgraninę.

piątek, 10 października 2014

Rozważna i romantyczna

Rozważna bo wszystko w niej jest poukładane i na swoim miejscu, bo trzyma fason nie zważając na to jak wielki ciężar w niej spoczywa, bo zna swoje przeznaczenie i dumnie prezentuje się w ręku swojej nowej właścicielki. Romantyczna bo chociaż powierzchowność ma stonowaną i spokojną, to wnętrze buja w obłokach, jest lekkie, wiosenne i jasne, bo zna pasje swojej pani i codziennie czule je otula, bo pachnie lawendą. 
Z uszyciem tej torby od początku miałam wielki problem, bo z jednej strony wymagania były jasno określone (sztywna, do ręki, taka do której zmieści się dużo dużych książek, elegancka), a z drugiej strony znałam dziewczynę dla której miała powstać i nie mogłam znaleźć punktu styczności między jej wielką pasją (o tym za chwilę), a taką sztywną funkcjonalnością. Kim zatem jest tajemnicza właścicielka? Ma na imię Dorota i jest wspaniałą mamą, konsekwentną i wymagającą nauczycielką języka polskiego, dobrze zorganizowaną i poważną kobietą. Ponadto Dorota ma niezwykłą pasję, którą jest lawenda. Miałam przyjemność gościć na jej lawendowym poletku i słuchać z jakim przejęciem i miłością opowiada o każdym gatunku, o czasie zbiorów, suszenia, pakowania i uprawiania, słuchałam pszczelej orkiestry i patrzyłam na setki motyli, które okupowały fioletowe kwiaty. Na lawendowym polu nie ma ciszy, nie ma spokoju- jest ruch jak na Wall Street.
Rozważną i romatyczną stronę Doroty zamknęłam w takiej formie:



Torba uszyta jest z połączenia zamszu syntetycznego i eko skóry, całość oczywiście usztywniona. Torba jest bardzo lekka, bez problemu pomieści format A4 (w pionie i w poziomie).


Na koniec mam dla Was jeszcze fragment lawendowego raju Doroty :)


Pozdrawiam
A.