czwartek, 23 sierpnia 2012

kocur czy kotka?

Mili moi, przed tygodniem pisałam o tym, że przesłodziłam się szyjąc kopertówki ale teraz to dopiero przesadziałam.... Torebka w tonacji noir z niewinną złotą kokardką to szatan wcielony, belzebub i lucyfer w jednym w porównaniu z tym co dzisiaj chciałam Wam pokazać. Słit słit słitaśne torebusie dla dwóch małych dam wyszły spod mojej maszyny. Pierwsza została uszyta i częściowo zaprojektowana przez blond piękność, która dokładnie wie czego chce. Proszę Państwa - torebka panny Leny...






Kolejną torebkę w podobnej stylistyce uszyłam dla panny Kornelci, która podobno uwielbia kolor blue. Ja też lubię blue. Torebkę dla Kornelki zamówił mój ukochany siostrzeniec Michałek. Mały urwis dokładnie obserwował proces szycia torebki bacznie spoglądając na obracającą się szpulkę nici i rytmicznie wbijającą się igłę. Michałek nie mógł pojąć co robi pierścień w maszynie i kto go tam do jasnej cholerki uwięził, a podsumowując moją pracę powiedział: "może być". No to jest. 





Mrauuuu
A.

5 komentarzy:

  1. och jakie cudownosci! tylko czekam kiedy to moja corcia cos sobie zazyczy!

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny pomysł :)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie

    http://miedzywloczkaiszydelkiem.blogspot.com.es/

    OdpowiedzUsuń