piątek, 27 kwietnia 2012

rebel rebel

Dzisiaj króciutko, bo obiad dla Pana Józka i jego wąsatej ekipy jeszcze nie gotowy. Miałam nie mieć czasu na szycie ale nie wytrzymałam :-) Na specjalne zamówienie pewnej sympatycznej Pani Asi uszyłam taką oto kopertówę (piszę kopertówę bo jest naprawdę duża). Zmagałam się z nią przez trzy wieczory, bo uwierzcie mi, aksamit to bardzo trudny materiał- nieokiełznany wręcz. Torba wyszła dosyć ekstrawagancko i mnie osobiście kojarzy się z czasami gdy królował glam rock. Szyjąc ją nuciłam sobie piosenki Davida Bowiego- fajnie było :-) Mojej siostrze natomiast torba kojarzy się z pewnym serialem z lat 80-tych z Kasią Figurą, która grała piękną Rózię i Rózi zgrabną nózię :-)

No to tyle na dziś

rebel rebel czyli glam rock na niebiesko
jakby ktoś pytał o wymiary to ok. 23x40
A.

niedziela, 22 kwietnia 2012

z katarem i chrypką

... jak wyżej- rozłożyło nas. Na pierwszy ogień poszłam ja z przykrym zapaleniem pęcherza i z czerwonym nosem, po mnie przyszła kolej na Jaszka, który chrapał i sapał, kichał i prychał biedaczysko, a dzisiaj mój Wlad poległ zakatarzony i z oczami jak u królika albinosa (czerwonymi jakby ktoś nie wiedzał). Nie wiem kiedy będę miała okazją napisać kolejnego posta ponieważ od jutra zapowiada się u nas kolejne łubu dubu. Startujemy z łazienką, a poza tym ekipa Pana Józka przychodzi zmierzyć się z malowaniem zewnętrznej elewacji. Pan Józek jako fachmen samouk starej generacji życzy sobie w ramach usługi obiad na stół i wygląda na to, że zamiast tańczyć z igłą będę hulać z chochlą :-) 
Ostatnio popełniłam taką oto czerwoną kopertówkę. Podobna jest do długaśnego jamnika z wcześniejszego wpisu jednak ta jest ładnie usztywniona i tym razem w środku wszyłam kieszonkę zasuwaną na zamek. Zmieniły się również proporcje: 20x30 cm. Mam nadzieję, że nowa właścicielka będzie zadowolona. 

Dodaj napis

Papaluty :) 
A.

czwartek, 19 kwietnia 2012

na początku był... vinyl

Dzisiaj króciutko. Robiąc wiosenne porządki natknęłam się na torebkę, którą uszyłam będąc studentką (to był chyba 2003 rok). Torebka uszyta była z aksamitu i byłam z niej bardzo dumna :)



wykonanie pozostawia sobie wiele do życzenia ale i tak myślę, że nie jest źle jak na drugą rzecz, którą uszyłam :-) 
Pozdrawiam 
A.

wtorek, 17 kwietnia 2012

Welcome To The Jungle

Heloł- dawno mnie tutaj nie było ale już jestem i chciałabym dzisiaj opowiedzieć o kilku wyjątkowych dla mnie dziewczynach, a dokładniej o moich wybitnych przyjaciółkach z czasów studiów. Maja, Basia, Agatka i Madzia. Wybitne to jednak mało powidziane- absolutnie wyjątkowe, piękne i na pierwszy rzut oka każda jest z innej bajki. Spędziłyśmy razem pięć wspaniałych lat w "magicznym" (hohoho jak u Świetlickiego) Krakowie. Ile imprez razem zaliczyłyśmy trudno byłoby zliczyć, ile litrów trunków wszelakich wypiłyśmy głowa nie pomieści, ile przegadanych godzin... Klub Kulturalny, Re, Chill Out, Pauza i Ministerstwo były jak drugi dom- Agatka królowa wszystkich parkietów, pedantyczna Maja, zbuntowana Basia w swoich czternastodziurkowych (!) butach od Szyszki i nieprzewidywalna Magdalena- musiałyśmy wyglądać naprawdę komicznie tak bardzo się od siebie różniłyśmy, chłopcy z daleka omijali nasze towarzystwo (takich ultradźwięków nie jest w stanie nikt wytrzymać) poza tym chłopcy nie byli mile widziani. Ze względu na mój temat pracy dyplomowej (coś o plastikowych obliczach clubbingu) dziewczęta dzielnie wspierały mnie w moich nocnych "badanich naukowych" w klubach. Oczywiście była też nauka, a nasz kierunek studiów tylko motywował nas do dyskusji o sztuce i myślę, że więcej zyskałam podczas tych dyskusji niż w salach wykładowych. Po studiach każda z nas wyjechała w inną stronę ale coroczny "sabat" jest obowiązkowy i wyczekiwany jak największe święto. Zadziwiające jest to, że nic się nie zmienia w naszych relacjach, a nasze spotknia nie ograniczają się do wspomnień (na te nie ma czasu). Nadal się przekrzykujemy i nigdy nie możemy się nagadać. Tym razem nie mogło być inaczej. Postanowiłysmy przyjechać do Krakowa z rodzinkami i zapoznać ze soba nasze dzieci. Mam wszelkie podstawy ku temu aby przypuszczać, że restauracja która nas gościła nigdy więcej nie zechce nas oglądać (wyobraździe sobie- krzyczące dzieci, piszczące matki, porozrzucane jedzenie i serwetki i ten przepraszający wzrok naszych mężów- bezcenne!). Po kolacji dzieci i tatusiowie poszli spać, a my mogłyśmy spokojnie (tzn. bez "rozpraszaczy") się nagadać :-) Oczywiście noc to za mało i do tej pory dzwonimy do siebie i podrzucamy nowe zajawki. 
Nie wiem na czym polega fenomen naszej przyjaźni. Różnimy się tak bardzo, a jednocześnie tak bardzo do siebie pasujemy- to nie jest nic w stylu ladies (tak mi się wydaję). Możemy żyć bez siebie (tak mi sie wydaję :)), możemy do siebie nie dzwonić przez długi czas, a jak już się spotkamy to nie możemy przestać gadać. Nie jestem typem osoby, która szybko się zaprzyjaźnia, oprócz mojego męża i moich dziewczyn nikogo bym tak nie nazwała. Nadal czerwienię się będąc w kłopotliwej sytuacji lub słysząc komplementy. Z nimi czuję się fantastycznie, naturalnie, odpoczywam. 
Ze względu na Jaszka nie często mam możliwość gdzieś wychodzić. Oczywiście jest kino, są kawiarnie, spacery ale "do miasta" na miarę Krakowa jeżdżę rzadko stąd tytuł posta. W Krakowie przez pierwszą godzinę czułam się jak w dżungli (475465 bodźców na sekundę) 




Przez świeta i przez parszywą pogodę zaniedbałam troszkę (tyci tyci) szycie, a zamówinia czekają :-) Ostatnio uszyłam kolejną torbę, wariację na temat tej. Torba do zadań specjalnych dla mamy rocznej Leny i kolejnej pociechy, która jeszcze wyleguje się w brzuchu. Torbę wyposażyłam w dodoatkowe kieszenie wewnętrze, zrobiłam jej szersze dno i pasek w tym wydaniu jest regulowany. Jestem bardzo zadowolona z efektu (sfotografowałam jak umiałam). Dzisiaj mam jeszcze kilka rzeczy do uszycia więc zmykam... 

Torba do zadań specjalnych

A.

poniedziałek, 26 marca 2012

w wielkim skrócie...

..... strasznie dużo się dzieje! Nie mam czasu na szycie nowych pomysłów, a tych mam aż za dużo. Przyszła wiosna, a wraz z nią nowe oczekiwania. W połowie kwietnia zaczynamy remont łazienki (yupi!), płytki już zamówione, brodzik przyjechał- radość! 
W pracy mam "dziki kocioł" i jak tylko skończę jedną rzecz natychmiast mam do zrobienia dziesięć kolejnych. Obecnie biorę udział w przygotowaniu trzech (!) scenografii, o jednej z nich dowiedziałam się wczoraj, a projekt jest skierowany dla kilku TYSIĘCY osób (Pasja) i może niebyłoby w tym nic strasznego gdyby nie fakt, że mam na to TYDZIEŃ! Szykuje się kolejna wielka improwizacja :-) 
Udało ma się jednak znaleźć trochę czasu na spacer, spotkanie ze znajomymi- jakoś to ogarniam.
Jak już wspomniałam nic odkrywczego ostatnio nie powstało- ot trzy takie sowy... 
two in one

złota

ulubiona jodełka z aksamitnym brzuszkiem

Na koniec kilka łikendowych zdjęć... 


A.

czwartek, 8 marca 2012

wiosenka

Wiosna mili Państwo! Wiosna! Prognoza pogody na kolejne 16 dni jest tak pozytywna, że aż nie chce się wierzyć. Dni są coraz dłuższe i przyleciało mnóstwo ptaków: szpaki, skowronki, kaczki i bociany. Ptaki nie mogą się mylić- to już wiosna! Buzia mi się sama uśmiecha kiedy wychodzę z Jaszkiem na spacery, zapach ziemi po zimie jest cudowny, Jaś jest szczęśliwy i bardzo ciekawy świata, którego dopiero teraz zaczyna być świadomy. Po zimowym przestoju remontowym zaczynamy nareszcie myśleć o następnych krokach, które należy podjąć, a będzie tego sporo bo musimy wygładzić ściany, zrobić łazienkę i założyć podłogi w całym mieszkaniu, ponadto w najbliższym czasie musimy pomalować dom z zewnątrz bo straszy swą szarością po jesiennym ocieplaniu. Jeżeli uda nam się to wszytsko zrobić to wprowadzimy się nareszcie do naszego mieszkania. Codziennie śni mi się, że już tam jesteśmy, że przygotowujemy śniadanie, czytamy, sprzątamy. Moje sny są tak nachalne, że czasami zastanawiam się czy wszystko ze mną w porządku. Mam tak ogromną potrzebę przeprowadzki, że wiem już nawet w jakiej kolejności poukładam książki na półkach. 
Udało mi się odgonić szarość z poprzedniego wpisu. Poradziłam sobie z harcerskimi sukienkami i myślę, że dzieciaczki będą wyglądały uroczo i.... kolorowo (zdjęcia wkrótce). Uszyłam kilka nowych rzeczy, na przykład taką torebkę, o którą prosiła mnie moja starsza siostra. Monika chciała abym połączyła ciemna zieleń z brązem. Miałam tylko wełnę w kolorze butelkowym i o ile całość wyszła ok to torba wydaje się być taka, ja wiem, zimowa? Chyba dorobię jej jakąś "duperelkę". 


Kolejną rzeczą jaką uszyłam jest dłuuuga kopertówka. Taki jamnik właściwie o wymiarach 40 x 20, jest długaśna i niestety nie usztywniona (nauka na przyszłość). W niedzielę wybieramy się na imprezę rodzinną więc będę miała okazję ją zaprezentować. Umówiłam się z Władysławem, że tym razem on zapakuje pieluchy, chusteczki, kaszki, soczki i Jaszka, a ja pójdę sobie jak pańcia z torebusią :-) A co? 


Wrzucam jeszcze zezowatą sowę (bo lubię w niej kolory) 


Zapomniałabym, że dzisiaj jest Dzień Kobiet! Jeszcze kilka lat temu bardzo sceptycznie podchodziłam do tego święta, ale teraz cieszę się że takie jest. Pięknie jest być kobietą, pięknie jest móc zachwycać sie światem "na głos", pięknie jest mówić otwarcie o uczuciach. Korzystając z okazji chciałabym wszystkim Paniom pogratulować, że są Paniami :-) 

Z wiosennym pozdrowieniem
Ania