środa, 15 sierpnia 2012

Za dużo kalorii

Chciałam Wam dzisiaj pokazać kolejną małą torebeczkę, którą ostatnio uszyłam. Mała czarna, zgrabna i uniwersalna- all in one.





Dużo tych kopertówek ostatnio się u mnie namnożyło, oj dużo. Lubię szyć torebki wszelkiej maści, ale od maleństw chyba chwilowo odpocznę. Przesłodziłam się i potrzebny jest mi detox. Zbliża się wrzesień, a co za tym idzie- powrót do pracy, a ja oprócz wąsów nie mam żadnej dużej torby. Zastanawiam się jaka jest moja torba idealna, w jakich powinna być kolorach. Lubię torby workowate, luźne, duże, odważne i takiej właśnie szukam, szkicuję, wymyślam, kreślam, próbuję, wyrzucam i wiem, że nic nie wiem. Dlaczego tak łatwo jest robić coś dla kogoś, a dla siebie tak trudno? Czy tylko ja tak mam? Temat pozostawiam narazie otwarty, a tymczasem jeszcze odrobina cukru z małą czarną w roli głównej... 

vintage cutie

Pozdrawiam
Przesłodzona A.




czwartek, 9 sierpnia 2012

Golden Brown

Mój wewnętrzny zegar przestawił się już na szycie. Ostania kładę się spać i wstaję jako pierwsza. Przez cały dzień funkcjonuję normalnie, a wieczorami szyję. Stało się to już tak bardzo naturalne, że nie potrafię wyobrazić sobie jak mogłam bez tego żyć. Dawniej po nieprzespanej nocy dni były poszarpane i rozregulowane, a teraz wszystko stało się płynne- dokładnie tak jak lubię. 

Ostanio uszyłam klejne kopertówki, miały być brązowe, ocieplone złotem. Pierwsza w stylu vintage, a druga klasyczna. Wyszły tak: 







Pozdrawiam 
Uregulowana A.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Bolek Bolesław dla Karola K.

Przed kilkoma dniami mieliśmy wielką przyjemność gościć na trzecich urodzinach długorzęsego Karola. Karolek jest najsłodszym dzieckiem jakie znam. Uwielbiam w nim absolutnie wszystko, począwszy od sposobu mówienia do sposobu chodzenia. Czasami mam wrażenie, że zamiast ciała i krwi składa się z lukru, miodu, czekolady i karmelu. Sama słodycz! 
Karolek dostał od nas pamiątkowego małpiszona Bolesława, który w drodze ewolucji zgubił gdzieś swój ogon ale o tym ciiiii.... 


Bolek Bolesław 

Bolek ma 50 cm wysokości, wyszytą literkę "K" jak Karol i na plecach cyfrę 3- jak trzy lata :) 

A.

wtorek, 31 lipca 2012

historia zielonego pantofelka

Ostatnio obiecałam coś nowego więc proszę bardzo. Jakiś czas temu zwrócono się do mnie z prośbą o uszycie torebki dopasowanej do butów.  Okoliczność: wesele. Kolor butów jest dosyć nietypowy- coś pomiędzy zielenią, a turkusem z dodatkiem wściekłego różu.




Sukienka w kolorze neonowej pistacji (sic!), buty i kolczyki (różowe piórka) nie pozwoliły na wprowadzenie kolejnego koloru. Po długich poszukiwaniach znalazłam w końcu tkaninę, która idealnie pasuje do butów. Połączyłam ją z grubą różową wełną. Ja wiem, że jest lato, wiem że taka wełna może wydać się komuś zbyt ciężka ale tiule, organtyny i zwiewne jedwabie to zupełnie nie mój świat. Powycinałam z wełny coś na kształt rybiej łuski i... nastała lekkość.



W tym można iść na bal

tutaj widać minimalną różnicę w odcieniu ale długie nogi sobie z tym poradzą ;)


Papa
Ania z zielonego pantofelka


poniedziałek, 30 lipca 2012

Odgrzewane kotlety

... czyli nic nowego, chociaż odgrzewane podobno smakują najlepiej :) Dzisiaj będzie krótko i na temat. Zakładając bloga pomyślałam sobie, że będzie to takie moje prywate archiwum wszystkich rzeczy, które uszyłam. Nie wszystkie tu trafiają gdyż zdarza się, że nie zdążę zrobić zdjęć, niektóre torby z zewnątrz wyglądają bardzo podobnie do tych które już wcześniej publikowałam więc kolejne ich wystawianie nie ma sensu. Dzisiaj umieszczę kolejnego BigBag'a...


musztarda z czekoladą - mniam mniam

i kolejną wersję listonoszki Sunday 




Wkrótce wrócę z czymś nowym  

Ania


środa, 25 lipca 2012

DIY. Kryzysowa lampa

Wykańczanie mieszkania zaczyna nas strasznie dobijać, zarówno fizycznie, psychicznie, a przede wszystkim finansowo. Początkowo myślałam, że wszystko ładnie i dokładnie zdołaliśmy przekalkulować zostawiając bezpieczny margines na nieprzewidziane wydatki. Nie muszę chyba dodawać, że margines został przekroczony już na samym początku. Patrząc na ogrom pracy, który jeszcze przed nami zaczynam się zastanawiać czy kiedykowiek uda nam się tam zamieszkać. Miałam piękne plany dotyczące wyglądu naszego lokum, w sypialni miała znajdować się tapeta z kolekcji Cole&Son, w salonie jakaś fajna sofa, w kuchni krzesła Eames'ów i techniczne lampy. Chyba nic z tych rzeczy nie wypali, przynajmniej nie teraz. Jak prawi dawne przysłowie potrzeba jest matką wynalazków i właśnie dzięki takiej potrzebie zafundowałam sobie oryginalną lampę za (uwaga).... 10 zł. Oczywiście oprócz marnej dyszki trzeba dorzucić kilka godzin na realizację, ale myślę, że warto. 

"Przepis" na lampę znalazłam dawno temu w internecie i nie jestem w stanie podać teraz źródła. Jeżeli mielibyście ochotę na taką lampę, będziecie potrzebować następujących składników: 


Do wycięcia trójkącików użyłam papieru bezkwasowego (stąd jego perłowy odcień), myślę, że pięknie wyglądałaby lampa zrobiona z półprzeźroczystej kalki lecz ze wzglądu na trud związany z cięciem takowej wybrałam papier. Gdy najgorszy etap wycianania będziecie mieć już za sobą, wówczas można przystąpić do przyklejania. O tak: 


Po kilku godzinach wytrwałej pracy wasza lampa jest gotowa i powinna wyglądac następująco: 




I co o niej myślicie? Ja chyba dołożę do swojej kilka (trzy) zwisających piór aby podkreślić jej ptasi charakter.

Uwaga: Ze względu na wielowarstwowość lampy, światło które daje jest dosyć ciemne. Ja swoją lapmę zwiesiłam w sypialni. 

Życze miłej zabawy, a ja idę odkurzyć maszynę bo bidula myśli, że o niej zapomniałam 


Pozdrawiam 
Kryzysowa A.

wtorek, 17 lipca 2012

12/14 odsłona dwunasta- ostatnia. This is a man's world

Ostatnie dwa tygodnie były dla mnie czasem bardzo intensywnej pracy. Mogłoby się komuś wydawać, że dwanaście torebek w czternaście dni to żaden wyczyn, dla mnie to bardzo wiele. To dwanaście nieprzespanych nocy, dwanaście dni, które przeżyłam jak na kacu, dwanaście nowych pomysłów, dwanaście zmagań samej z sobą, ze zmęczeniem i ze zwyczajnym lenistwem. Bardzo cieszę się, że udowodniłam sobie, że potrafię być konsekwentna, że potrafię zacząć coś i to dokończyć. I to właśnie znaczy dla mnie najwięcej. 
Z tego miejsca chciałam podziękować Wam za doping (tutaj i na facebooku), to wszytsko sprawia, że to co robię ma jednak jakiś sens. 

Chciałam aby ostatnia torba była wyjątkowa i chyba nikt nie przypuszczał (nawet ja), że będzie to torba męska. Ogromnym wyzwaniem dla mnie (i dla mojej maszyny z lidla) było zetknięcie z tak grubymi i niewdzięcznymi w szyciu materiałam jak skóra. Szycie pasków i łączeń nie jest rzeczą łatwą. Wulgarne słowa jakie towarzyszyły mi przy szyciu tego "wieńczącego dzieła" mogłyby zawstydzić Pasikowskiego. Efekt jednak przerósł moje oczekiwania :) 


 

Torba jest bardzo duża i pojemna. Wyposażyłam ją w pięć kieszeni i trzy przegródki na długopisy. 

Podsumowanie projektu 12/14: 
- w ciągu czternastu dni uszyłam dwanaście toreb, torebek i torebinek 
- wymyśliłam kilka nowych wzorów 
- powstałe nowe torby "urodziły" kolejne i kolejne pomysły do realizacji następnych krojów 
- straciłam dwa kilogramy (nie wiem czy zapisać to jako straty czy zyski) 
- udowodniłam sobie, że chcieć to móc! 
- wiem, że potrafię być konsekwentna 
- świetnie się przy tym wszytskim bawiłam 


Owoce mojej pracy: 



Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii, które torby podobają Wam się najbardziej, a które mniej. Mnie najbardziej przypadła do gustu ZigBagZag (druga w trzecim rzędzie) i szara kopertówka. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawicie jakiś komentarz.  

I na koniec matka z dziećmi... 



Pozdrawiam Was serdecznie i zapraszam do odwiedzin- wszak to dopiero początek :) 
Dziękuję one more time!
Ania